"Co takiego?", pytam. "Ciuciapkę", opowiada. "Kanapkę??", próbuję sie domyślić. "Nie kanapkę, CIU-CIA-PKĘ!". Po kilku próbach odgadnięcia znaczenia ciuciapki musiałam się poddać i przyznać, że nie rozumiem o co chodzi. Jasiek, bardzo sfrustrowany, zaczął krzyczeć, że go nigdy nie rozumiem, itp.
Po południu kupiłam parówki i dałam jedną do rączki Stasiowi. Po chwili do kuchni przybiegł Jaś i poprosił: "Ja też chcę ciuciapkę!" "Parówkę??" pytam z niedowierzaniem. "A no tak - palófkę", westchnął Jaś.
...wiec jest to jednak Parówkowy Pamietnik?...oj zjadlabym ja taka ciuciapke teraz...!!!...kochani jestescie:*
OdpowiedzUsuń