Dziś rano w sklepie z włóczkami i pasmanterią przez dłuższą chwilę stoję przy stoisku z motkami wełny. Stasiu w tym czasie drepcze w stronę nici i guzików. Próbuje powyciągać wszystkie po kolei trzaskając przy tym małymi szufladkami. W którymś momencie jęczy i sprzedawczyni - miła starsza pani, woła w jego stronę, żeby uważał na paluszki. Stasiu patrzy na nią i przerażony rzuca się do ucieczki drąc się wniebogłosy: "Mamo! Boję się! ZIOMBI!!!!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz